środa, 29 sierpnia 2012

Zakotwiczanie się w życiu


Minął rok od ostatniego spotkania, gdy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłam kto dzwoni, więc od razu mogłam powiedzieć: ”Cześć Aniu! Co słychać?!Dawno się nie odzywałaś!” Rozmawiałyśmy chyba godzinę, ale to i tak mało bo z Anką ustanowiłam swój rekord kilka lat temu na 5h! i  do dzisiaj nie jest pobity i chyba już nie będzie. Tylko Anka ma nieskończoną ilość tematów, spekulacji, analiz itd. Rekord był ustanowiony, gdy Anka się rozwodziła, a raczej troszkę wcześniej, gdy ratowała jeszcze swoje małżeństwo i snuła swój plan odzyskania męża. Teraz już jest w nowym związku. Podobno na dobre jej ten rozwód wyszedł, bo teraz dopiero jest szczęśliwa. No tak, ona nigdy nie przyznała się do żadnej porażki, mimo, że Marek był jej jedyną miłością jeszcze z czasów licealnych. Byli dla siebie po prostu stworzeni! wszystko przemawiało za tym, że oni mają być razem. Anka uknuła cały szereg tez, na potwierdzenie ich przeznaczenia sobie, które normalnie się nie zdarzają, bo to ona i Marek mieli zapisane w gwiazdach zjednoczenie ciał i dusz, w przeciwnym razie nie mieliby chrztów w tych samych poznańskich kościołach, ona nie dostałaby się do liceum po drugiej stronie miasta, a nawet imiona w swoich rodzinach mieli podobne, jak nie na pierwsze imię to na drugie ktoś tak samo się nazywał itd., itd.
Tematy związane z kryzysem w jej małżeństwie miałyśmy przerobione już wcześniej, teraz dowiedziałam się, że jej najmłodsza 16 letnia siostra związała się z facetem po trzydziestce, który mieszka w Holandii. Gabrysia poznała go w sieci, czasem on przylatuje, innym razem ona leci do niego. Jest w liceum i jak tylko ma jakąś przerwę świąteczną czy ferie, wsiada w samolot i wolne spędza z ukochanym. Jestem w szoku, Gabrysia? Ta! Gabrysia? Zawsze była cichą, grzeczną słodką Gabi bez makijażu, siedzącą w domu i odrabiającą lekcje, a teraz lata do jakiegoś gościa, który jest kilka lat starszy od nas?!
Dziewczyny wychowują się praktycznie same, bo ojciec zmarł kilka lat temu, matka podłamana zajmuje się domem, ale nie ma głowy do spraw dorastających córek, wycofała się z ich życia. Oprócz Anki i Gabrysi jest jeszcze rozkapryszona, ale mająca cierpliwego męża Wiola oraz samotna i lekko znerwicowana Beata. Dziewczyny poznały chłopaka Gabrysi i choć na początku z lekkim dystansem, to jednak dosyć szybko zaakceptowały ten związek i styl życia najmłodszej siostry. Nie wiem jak długo ten proces  akceptacji tego  związku trwał, nie wiem też jakie były ich ewentualne wątpliwości, gdy Gabi leciała pierwszy raz do Holandii, bo nie miałyśmy z Anką kontaktu przez kilka miesięcy, ale podejrzewam, że akceptacja przyszła szybko. Skoro Anka znała swojego męża 11 lat bo całe liceum, rok studiów i potem 4 lata małżeństwa, a mimo to się nie udało, to nic nie jest pewne!
Minęło kilka lat od dnia, w którym Anka zadzwoniła do mnie i opowiedziała mi o związku swojej siostry. Gabrysia w tym czasie skończyła już szkołę i zdała maturę, żyjąc trochę na walizkach , a dwa miesiące później wyszła za Tomka, po całorocznych przygotowaniach do ślubu. Mają dwuletniego synka i wciąż mieszkają w Holandii. Czy są szczęśliwi razem, nie wiem.
Tak wiele wychodzi poza ramy mojej wizji realizowania siebie w życiu. Czasem wracam myślami do momentu, gdy ja byłam w wieku takiej osoby. Czy pomyślałabym w klasie maturalnej o ślubie i małżeństwie? Nie. Czy myślałam  o dziecku? Myślałam, chciałam mieć dziecko już w liceum, ale planowałam sfinalizowanie tego planu po studiach. Najpierw wykształcenie, potem praca. Nie byłam ani ja, ani moi znajomi gotowi na założenie rodziny, przecież my dopiero skończyliśmy średnią szkołę! Słyszeliśmy owszem o trzech może czterech koleżankach z liceum, które chcąc lub nie planując, wyszły jednak za mąż i mają dzieci, ale to były jednostki. Nie wyobrażam sobie siebie jako 20 letniej mamy. Wiem jak bardzo się zmieniałam przez kolejne lata. Kiedyś podobali mi się faceci z długimi włosami w skórze, a z czasem wolałam wykształconych, krótko ostrzyżonych w t-shircie lub koszuli i jeansach. Kim byłabym teraz, gdybym12 lat temu poślubiła imprezowego Piotra, w którym byłam szaleńczo zakochaną 19 latką? Czy byłabym szczęśliwa wiążąc się z inżynierem o sztucznie permanentnym uśmiechu, mieszkającym z mamą i babcią, nie stroniącym od kolegów, co to potrzebują przynajmniej raz w tygodniu wypić wódkę, bez imprezy, tak po prostu w pokoju, pijąc jeden do drugiego? Widząc teraz rozpad rodziny mojej siostry wiem, że dobrze zrobiłam wybierając, odrzucając niektórych facetów, że widziałam zagrożenia w postaci chociażby skłonności do picia alkoholu, braku odpowiedzialności, niechęci do rodzinnych uroczystości i takie tam.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Odważna decyzja

Za 4 dni ślub ostatniej osoby z paczki, a potem ... nowe miejsce zamieszkania z dala od rodziny, nowa praca i nadgorliwa teściowa w tle, która za bardzo chce pomóc we wszystkim byle nie myśleć o swoim rozwodzie i sądowych przepychankach. Uh! to bardzo odważna decyzja Karoliny, wiąże się z młodszym o 8 lat facetem i wywraca całe swoje życie do góry nogami. Trzymam mocno kciuki, żeby im wyszło. Czy mnie byłoby na to stać? Wyjazd i zmiana pracy czy zagnieżdżanie się gdzieś na nowo nie jest problemem, ale wiem, że nie zdecydowałabym się na taki związek. Ja trzydzieści parę lat, on dwadzieścia parę?.... hmmm zbyt duże prawdopodobieństwo, że to się rozjedzie wszystko, nie weszłabym w to. On jeszcze miałby czas na ślub, zdecydowałby się bo mi latka by leciały...nie, nie , nie....nie tak.
Ja długo nie podejmowałam tej decyzji, bo nie tak, to jeszcze nie to, aż w końcu... hmm...chyba to jest to....tak to chce, żeby trwało....żeby trwało i trwało :) Za tydzień pierwsza rocznica, jestem szczęśliwa. To może się udać!


niedziela, 12 sierpnia 2012

Wychować, a nie tylko chować...

Tego roku postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i pokazać siostrzeńcom, że istnieje świat poza naszym miasteczkiem. Były to chyba ich pierwsze wakacje mimo, że chodzą już do szkoły. Pierwszy raz w jeziorze, pierwszy raz na plaży, pierwszy nocleg poza domem i nie u babci.
Wynajęty domek wydał im się "wypasiony", w ogrodzie zjeżdżalnie, huśtawki, trampolina, basen, bilard, piłkarzyki, rewelacja. Kąpielisko z ratownikiem, ciocia była kochana w pierwszy dzień, mogli się kąpać, ćwiczyć pływanie, oh!
Drugiego dnia, gdy pogoda nie była już tak pewna, okazało się, że oni nie umieją się bawić i korzystać z nieznanej przestrzeni, z plaży, z placu zabaw w ogrodzie. Siedzieli w domku i chcieli ciągle grać w planszówki, które owszem wzięliśmy, ale na wieczorne granie, a nie na całodzienne granie. Dzieciaki nie miały komputera, więc myślały, że w zamian za to, że one nie grają i nie ślęczą przy komputerze, my będziemy przeszczęśliwi z tego powodu i będziemy z nimi grać na plaży, w ogrodzie, w domku do późnej nocy. Dorośli są od zabawiania i wymyślania gier i zabaw?!
Trzy dni i miałam dość, bo dzieci nie odchodziły od nas na krok. "Nudzę się, co robimy?! Nie lubię się nudzić." i tak w kółko, gdy akurat nie pluskały się w jeziorze bo temperatura spadła do 23 stopni i za długo w wodzie nie dało się wytrzymać. Siostra nie ma inicjatywy i też woli leżeć przed telewizorem, jest ciągle zmęczona, nie ma sił i nic się jej nie chce i chłopcy przejęli ten tryb. Wolą leżeć i marudzić niż zająć się rozpalaniem z wujkiem grilla na skałach i uczestniczyć w pieczeniu obiadu w tak nietypowych warunkach jak plaża.
Tak wiele zależy od wychowania, a nikt nie mówi o tym, jak do tego się powinno zabrać, Co dziecko potrzebuje, co jest dobre dla dziecka, że konsekwencja jest ważna, że dzieckiem trzeba się zajmować, pokazywać świat, zabawy, a nie tylko przytulać, pogłaskać i dać jeść.
Chłopaków na co dzień zostawia się przed kompem, bo sami się tam zajmują sobą i można samemu posiedzieć spokojnie przed telewizorem. Chłopcy nie umieją rzucać kaczek na wodzie, nie są ciekawi co jest na końcu plaży za skałą, skąd prom właśnie przypływa. Nie budują z piasku kanałów bo po co. Są w wieku 10 lat jakby zmęczeni cały realnym życiem i nic im się nie chce, mimo, że nie ma wiele atrakcji w domu. Jest tylko ten przeklęty komputer i gry.
Większość ludzi pragnie mieć dziecko, ale nie zastanawiają się nad tym jak będzie je wychowywało. Jakie modele wychowana można przyjąć i jaki nam się najbardziej podoba. Liczymy na intuicję, że samo przyjdzie i jakoś nam to się uda, tak jak udaje się innym w koło.
Planuję właśnie dziecko, staramy się od kilku miesięcy, ale często zastanawiam się nad tym jakie podejście do dziecka byłoby dobre i nie tylko wtedy, gdy będzie małe, ale później, jak będzie dorastało, chodziło do szkoły, jak będzie nastolatkiem.Obserwuję rodziny znajomych, które mają dzieci w różnym wieku i jak mi się coś podoba lub nie podoba w ich technice wychowywania i zajmowania się dziećmi, staram się to zapamiętać, że tak bym chciała, a tak nigdy w życiu. Czasem zastanawiam się czy umiałabym tak do tego podejść.
Co myślicie o wychowywaniu dzieciaczków w różnym wieku? Co według was jest najważniejsze, żeby osiągnąć sukces rodzicielski, o czym trzeba nie zapomnieć wychowując dziecko, potem nastolatka? Chciałabym kiedyś, mieć fajny kontakt z dzieckiem. Mam takie marzenie / wyobrażenie: jechać do galerii, usiąść w kawiarence z takim już studiującym, dorastającym dzieckiem i rozmawiać i mieć fajny kontakt i żebyśmy się szanowali i byli z siebie dumni. To pewnie dlatego, że nie miałam matki w dorosłym życiu, a takie obrazki widywałam w na studiach, przechodząc przez kawiarenki w galeriach i brakowało mi czegoś takiego :)
A co jeśli nasze dziecko nie spełni naszych oczekiwań? jak zaakceptować to, że nasze wyobrażenia i oczekiwania były inne, przecież to będzie samodzielny człowiek, który dorośnie i będzie samo decydowało. Przecież na pewno mamy jakieś wyobrażenia jakie nasze dziecko powinno być gdy dorośnie, jakby to wyglądało. A co jeśli dziecko podejmie inne decyzje, całkowicie odmienne od naszych planów?

niedziela, 5 sierpnia 2012

Tartowe szaleństwo

Podobno tarta to proste ciasto, ale mimo tego, mi nigdy nie chce się paprać w mące i zagniatać, zagniatać, potem do lodówki na godzinę i piec i zobaczyć, że znowu nie wyrosło! Nie mam radości z pieczenia ani wielkiej pasji tworząc kulinarne wariacje smakowe, ale od czasu do czasu zjedzenie czegoś innego jest fascynujące, tak więc szukam w necie czegoś inspirującego, co odpowiada moim gustom i zapraszam mężusia do kuchni. Tak tak mężusia, naprawdę dobry jest w te klocki i super się uzupełniamy gotując razem.Uwielbiam jak w ten sposób razem spędzamy czas, a nie ja zawsze w kuchni, a on na necie.

Dziś mogę polecić tartę z brokułami, fetą, w przepisie jest z szynką ja dałam grillowaną pierś z kurczaka, marchewką i roztrzepanymi jajkami z mlekiem.To moja robota, mężuś gotował leczo na jutrzejszą wyprawę do Rożnowa, serwował desery i popołudniową kawę.

http://niezbytperfekcyjnapanidomu.blox.pl/resource/IMG_4267.JPG

http://niezbytperfekcyjnapanidomu.blox.pl/2012/04/Tarta-z-warzywami-na-kruchym-spodzie.html

Ten ostatni składnik następnym razem pominę bo ciasto przestaje być kruche gdy nasiąknie jajkiem :) Ponieważ tartę ucieram mikserem, a nie łapkami, skusiłam się na zrobienie jeszcze jednej dzisiaj, na słodko ze śliwkami, chociaż propozycja z truskawkami wygląda kusząco w poniższym przepisie i to ona na mnie zadziałała dzisiaj i chodzi za mną krok w krok ten widok i domniemany smak mrrr...



http://gotowanie.onet.pl/przepisy/tarta-z-truskawkami,116306.html


No popatrzcie na to zdjęcie, nie macie ochoty tego skosztować? :)

Śmigam do kuchni, na jutrzejszy wakacyjny wyjazd tarta będzie jak znalazł!