Minął rok od
ostatniego spotkania, gdy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłam kto
dzwoni, więc od razu mogłam powiedzieć: ”Cześć Aniu! Co słychać?!Dawno się nie
odzywałaś!” Rozmawiałyśmy chyba godzinę, ale to i tak mało bo z Anką
ustanowiłam swój rekord kilka lat temu na 5h! i
do dzisiaj nie jest pobity i chyba już nie będzie. Tylko Anka ma
nieskończoną ilość tematów, spekulacji, analiz itd. Rekord był ustanowiony, gdy
Anka się rozwodziła, a raczej troszkę wcześniej, gdy ratowała jeszcze swoje
małżeństwo i snuła swój plan odzyskania męża. Teraz już jest w nowym związku. Podobno na dobre jej ten rozwód wyszedł, bo teraz dopiero jest szczęśliwa. No
tak, ona nigdy nie przyznała się do żadnej porażki, mimo, że Marek był jej
jedyną miłością jeszcze z czasów licealnych. Byli dla siebie po prostu stworzeni!
wszystko przemawiało za tym, że oni mają być razem. Anka uknuła cały szereg
tez, na potwierdzenie ich przeznaczenia sobie, które normalnie się nie
zdarzają, bo to ona i Marek mieli zapisane w gwiazdach zjednoczenie ciał i
dusz, w przeciwnym razie nie mieliby chrztów w tych samych poznańskich
kościołach, ona nie dostałaby się do liceum po drugiej stronie miasta, a nawet
imiona w swoich rodzinach mieli podobne, jak nie na pierwsze imię to na drugie
ktoś tak samo się nazywał itd., itd.
Tematy
związane z kryzysem w jej małżeństwie miałyśmy przerobione już wcześniej, teraz
dowiedziałam się, że jej najmłodsza 16 letnia siostra związała się z facetem po
trzydziestce, który mieszka w Holandii. Gabrysia poznała go w sieci, czasem on
przylatuje, innym razem ona leci do niego. Jest w liceum i jak tylko ma jakąś
przerwę świąteczną czy ferie, wsiada w samolot i wolne spędza z ukochanym.
Jestem w szoku, Gabrysia? Ta! Gabrysia? Zawsze była cichą, grzeczną słodką Gabi
bez makijażu, siedzącą w domu i odrabiającą lekcje, a teraz lata do jakiegoś
gościa, który jest kilka lat starszy od nas?!
Dziewczyny
wychowują się praktycznie same, bo ojciec zmarł kilka lat temu, matka podłamana
zajmuje się domem, ale nie ma głowy do spraw dorastających córek, wycofała się
z ich życia. Oprócz Anki i Gabrysi jest jeszcze rozkapryszona, ale mająca
cierpliwego męża Wiola oraz samotna i lekko znerwicowana Beata. Dziewczyny
poznały chłopaka Gabrysi i choć na początku z lekkim dystansem, to jednak dosyć
szybko zaakceptowały ten związek i styl życia najmłodszej siostry. Nie wiem jak
długo ten proces akceptacji tego związku trwał, nie wiem też jakie były ich
ewentualne wątpliwości, gdy Gabi leciała pierwszy raz do Holandii, bo nie
miałyśmy z Anką kontaktu przez kilka miesięcy, ale podejrzewam, że akceptacja
przyszła szybko. Skoro Anka znała swojego męża 11 lat bo całe liceum, rok
studiów i potem 4 lata małżeństwa, a mimo to się nie udało, to nic nie jest
pewne!
Minęło kilka
lat od dnia, w którym Anka zadzwoniła do mnie i opowiedziała mi o związku
swojej siostry. Gabrysia w tym czasie skończyła już szkołę i zdała maturę,
żyjąc trochę na walizkach , a dwa miesiące później wyszła za Tomka, po
całorocznych przygotowaniach do ślubu. Mają dwuletniego synka i wciąż mieszkają
w Holandii. Czy są szczęśliwi razem, nie wiem.
Tak wiele
wychodzi poza ramy mojej wizji realizowania siebie w życiu. Czasem wracam
myślami do momentu, gdy ja byłam w wieku takiej osoby. Czy pomyślałabym w
klasie maturalnej o ślubie i małżeństwie? Nie. Czy myślałam o dziecku? Myślałam, chciałam mieć dziecko już
w liceum, ale planowałam sfinalizowanie tego planu po studiach. Najpierw
wykształcenie, potem praca. Nie byłam ani ja, ani moi znajomi gotowi na
założenie rodziny, przecież my dopiero skończyliśmy średnią szkołę! Słyszeliśmy
owszem o trzech może czterech koleżankach z liceum, które chcąc lub nie
planując, wyszły jednak za mąż i mają dzieci, ale to były jednostki. Nie
wyobrażam sobie siebie jako 20 letniej mamy. Wiem jak bardzo się zmieniałam
przez kolejne lata. Kiedyś podobali mi się faceci z długimi włosami w skórze, a
z czasem wolałam wykształconych, krótko ostrzyżonych w t-shircie lub koszuli i
jeansach. Kim byłabym teraz, gdybym12 lat temu poślubiła imprezowego Piotra, w
którym byłam szaleńczo zakochaną 19 latką? Czy byłabym szczęśliwa wiążąc się z
inżynierem o sztucznie permanentnym uśmiechu, mieszkającym z mamą i babcią, nie
stroniącym od kolegów, co to potrzebują przynajmniej raz w tygodniu wypić
wódkę, bez imprezy, tak po prostu w pokoju, pijąc jeden do drugiego? Widząc
teraz rozpad rodziny mojej siostry wiem, że dobrze zrobiłam wybierając,
odrzucając niektórych facetów, że widziałam zagrożenia w postaci chociażby
skłonności do picia alkoholu, braku odpowiedzialności, niechęci do rodzinnych
uroczystości i takie tam.