Zwolennicy
kotleta z kapustką i ziemniakami - nie czytajcie tego.
Nigdy w swoim
życiu nie miałam ochoty na kotleta. Zawsze jadłam bo tak gotowano obiady.
Jestem wolna! Oduczyłam się kupować w pracowniczej stołówce smażonych,
odsmażanych i na koniec odgrzewanych w mikrofali kotletów, roladek,
Burmistrzów, Giewontów, rumsztyków też!
Pani która
prowadzi stołówkę jest nieszczęśliwa, gdy narzekamy, że od lat to samo w kółko,
że nie ma sałatek, surówek itd. Nakazano zmienić coś lub rozwiązujemy umowę na
prowadzenie stołówki. Do dwudaniowych obiadów dodany został kompot. I oto cała
zmiana.
Lenistwo nie
pozwalało mi przygotowywać sobie, rano lub popołudniu, obiadu w domu, więc gdy
głód ścisnął żołądek, szłam na stołówkę i płaciłam za kolejny talerz, czasem
starych ziemniaków, z mocno brązowym, przesmażonym mięsem w różnej postaci.
Jedno mięso w pięciu kształtach, z pięcioma nazwami – ot całe menu! Z czasem
pojawiły się także przesłodzone naleśniki z serem, z cukrem pudrem i sosem
toffi na wierzchu i surówka z marchewki, która jest tak dosładzana, że nie czuć
świeżości, ani aromatu samej marchewki, tylko przeraźliwy słód. No nieważne,
Geslerka powiedziałaby „syf i malaria!”, ale funkcjonuje stołóweczka nadal.
Odzyskałam
wolność od tych serwowanych obiadków dzięki zastosowanej przeze mnie diecie.
Okazało się, że przygotowanie posiłku to przy dobrej organizacji 5 min. roboty. Gdy rano idę się myć, wrzucam na patelnię grillową kurczaka albo łososia z Biedrony, posypuję rozmarynem i tymiankiem i na małym ogniu zostawiam. Po wyjściu z łazienki, przewracam na drugą stronę i idę prasować. Prawie jak się już wyszykuję, łosoś jest gotowy. Pakuję do pojemniczka, do tego sałata, pomidor, wsypuję trochę ziół i dodaję kilka kropel oliwy. Rewelacja, kosztuje mnie to tyle samo, a smakuje o niebo lepiej.
Niezłym pomysłem na deser jest nektarynka w kostkę + jabłko lub inny owoc i na to naturalny jogurt. Zarażam tym wszystkich. Jogurty owocowe się nie umywają, toną w cukrze!
Dieta nierozłączna, czyli jedzenie tylko tego, co nas naprawdę odżywia, bez
zapychaczy czyli chleba, makaronu, ryżu, polega na tym, że jemy generalnie wszystko, ale
nie wolno łączyć węglowodanów z białkami. Przez pierwsze dwa tygodnie mamy
limit 1000 kcal, potem po prostu jemy więcej, nadal rozdzielając węgle od białek.
Filozofia tejże diety opiera się na tym, że organizm dłużej trawi węglowodany niż białka i jeśli jemy to razem, zakłócamy jego działanie, robi się chaos nad którym trudniej zapanować. O wiele lepiej organizm strawi, gdy między posiłkiem białkowym ( mięso, ryby, owoce), a węglowodanowym ( chleb, makaron, ziemniaki, ryż, kasza), będzie 4 godz. przerwy. Zarówno węgle i białka można łączyć z neutrealnymi produktami tj. warzywa, twarożki, produkty mleczne, tłuszcze, surowe mięso i wędzone ryby. Wybierając ziemniaki, chleb lub ryż trzeba pomyśleć jak to zjeść, żeby nie jest z mięsem, wędliną czy rybą, a połączyć z warzywami.
Filozofia tejże diety opiera się na tym, że organizm dłużej trawi węglowodany niż białka i jeśli jemy to razem, zakłócamy jego działanie, robi się chaos nad którym trudniej zapanować. O wiele lepiej organizm strawi, gdy między posiłkiem białkowym ( mięso, ryby, owoce), a węglowodanowym ( chleb, makaron, ziemniaki, ryż, kasza), będzie 4 godz. przerwy. Zarówno węgle i białka można łączyć z neutrealnymi produktami tj. warzywa, twarożki, produkty mleczne, tłuszcze, surowe mięso i wędzone ryby. Wybierając ziemniaki, chleb lub ryż trzeba pomyśleć jak to zjeść, żeby nie jest z mięsem, wędliną czy rybą, a połączyć z warzywami.
Ja zabieram ze sobą do pracy serek
wiejski + szynkę, lub ogórek, pomidor, lub łączę mozzarellę z pomidorem. Na obiad
łosoś z Biedronki z sałatą, pomidorem i winogronami lub naleśnik bez tłuszczu z
dżemem lub twarożkiem. Można też ugotować pierogi z kapustą i grzybami lub owocami, byle nie z mięsem.
Po dwóch czy trzech tygodniach schudłam najpierw 4kg, potem nawet doszłam do 6
kg utraty wagi i nie mam ochoty ani na ziemniaki, ani na chleb, jem to raz w tygodniu, a
kiedyś codziennie. Wszystko to nasze nawyki i przyzwyczajenia. Jestem ciągle
najedzona mimo, że zjadłam to co kiedyś dodawałam do kanapki. Pierwszy raz nie
czułam, że to dieta, jest normalnie, może więcej niż 1000 kcal się uzbiera, ale
ja tak mogę jeść do końca życia no, + raz w miesiącu średnio ostry kebabik J
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz